Przejdź do głównej zawartości

Sara Antczak – Lina

Góry nie są i być może nigdy nie zostaną moją pasją. Inaczej sprawa ma się z opowieściami o górach – prawdziwymi i fikcyjnymi. Od zawsze za fascynujące uważałam historie alpinistów, himalaistów i ogółem osób poświęcających swoje życie (niekoniecznie dosłownie) miłości do gór. Z duszą na ramieniu oglądałam dokumenty o tych, którym góry zabrały szansę na zdobywanie kolejnych szczytów, jak i o tych, którzy wykorzystali cień szansy na przetrwanie. Czasem zastanawiam się, czy ludziom rzeczywiście podoba się smak niebezpieczeństwa i ryzyko, jakim zazwyczaj obarczona jest profesjonalna wędrówka i wspinaczka. Czytając „Linę”, niemal czułam ten smak na własnym języku. Gdy główni bohaterowie tej powieści byli wysoko, ich codzienne życie, pozostawione daleko w tyle we Wrocławiu, wydawało się mało istotne. Liczyło się tylko to, co odczuwali, przebywając w górach. Wspinaczka na sam szczyt oznaczała nie tyle co próbę udowodnienia sobie czegoś, a pokonanie pewnych barier i zawalczenie o własne szczęście. Adrenalina i ekscytacja przyciągały jak magnes – to dlatego po każdym odłożeniu „Liny” myślałam o dalszym ciągu, zerkałam na spoczywającą obok książkę i starałam się jak najszybciej dokończyć inne obowiązki, by znów zanurzyć się w świecie Niny i Mikołaja. Świecie rozprzestrzeniającym się powyżej czterech tysięcy metrów nad poziomem morza.

Okładka książki (przód)
Okładka książki (przód)

Dwie złamane dusze. Tak postrzegałam na początku protagonistów, których autorka pozwala odbiorcy poznać bardzo dobrze. Historia jest prowadzona z perspektywy obojga młodych ludzi i rozdziały z punktu widzenia Niny i Mikołaja przeplatają się ze sobą. Powieść porwała mnie już od pierwszych stron – nie ma w niej spokojnego wprowadzenia wypełnionego różnymi opisami, od razu są akcja i napięcie. Co sądzić o Mikołaju, który wspina się na iglicę bez żadnego zabezpieczenia? Co sądzić o Ninie, która wspina się po budynku kamienicy w celu uczestniczenia w spotkaniu, na które nikt jej nie zaprosił? Od obu tych postaci biją upór i siła, ale z czasem okazuje się, iż nie brakuje im wrażliwości i zwyczajnego pragnienia, by poczuć więcej i głębiej. Za sprawą miłości lub wolności.

Motyw gór i wszystkiego, co z nimi powiązane – a w dużej mierze są to wycieńczające i świetnie opisane treningi – jest mocno uwypuklony w powieści i nie pozwala się zepchnąć na dalszy plan. Jednak znalazło się też miejsce na solidny rys psychologiczny głównych bohaterów i dokładne przedstawienie ich popękanych życiorysów. Równie ważne są budowane przez nich relacje, od wzajemnej niechęci i rywalizacji po przyjaźń i zaufanie. Muszę przyznać, że książka niejednokrotnie wywołała uśmiech na mojej twarzy, ale i sprawiła, że po policzkach płynęły mi łzy, a to jest znacznie trudniejsze wyzwanie dla pisarza – sprawić, żeby ktoś autentycznie się wzruszył. Autentyczność to zresztą słowo klucz, jeśli chodzi o „Linę”. Powieść wywiera wyjątkowe wrażenie i pozostawia w sercu ślad po dobrej lekturze.

Góry tylko nas przyzywają. Od nas zależy, czy odpowiemy na wezwanie.

Nie do końca przekonało mnie przerysowane zachowanie niektórych trzecioplanowych postaci, na przykład koleżanki z pracy Niny. Nie wyobrażam sobie, żeby dojrzała, dorosła osoba mogła się w tak obcesowy i chamski sposób zwracać do drugiego człowieka i skreślać go tylko dlatego, że wychowywał się w domu dziecka. Jednak trochę to usprawiedliwiam narracją pierwszoosobową i tym, że Nina poprzez własną antypatię do pracownicy pomogła w wykreowaniu dość karykaturalnej (pod względem zachowania) i toksycznej postaci. Natomiast bardzo wiarygodnym bohaterem okazał się Andrzej Rajewski, czyli słynna postać w świecie wspinaczki, a także osoba zarządzająca klubem wspinaczkowym pod nieobecność prawowitego właściciela. Rajewski zainteresował mnie na tyle, że chętnie przeczytałabym o jego wyprawach opowiadanie; może nawet o tej, w której uczestniczył również ojciec Mikołaja. Przyjaciół chłopaka polubiłam, choć był to proces, przez jaki przechodziłam wraz z Niną. I pomimo że ciągle spodziewałam się krzywych akcji z ich strony, takich mających na celu ośmieszyć dziewczynę, z czasem moje (i Niny) wrażenie o nich uległo zmianie o sto osiemdziesiąt stopni.

W „Linie” czuć wieloletnią pracę, ale przede wszystkim serce, jakie zostało włożone w powstanie książki. Na kartach tej elektryzującej powieści nie ma przypadkowego czy zbędnego zdania. A po przesłuchaniu rozmowy z Sarą Antczak, przeprowadzonej w ramach spotkania autorskiego online, potrafiłam sobie wyobrazić, że podczas treningów i wędrówek po górach rozmyślała, jak powinna rozwinąć dany wątek albo jakie słowa idealnie oddadzą nastrój któregoś z bohaterów. I jest w tym coś pięknego. W poczuciu, że wykreowane przez nią postacie chadzały tymi samymi ścieżkami i taka historia albo podobna rzeczywiście mogła się wydarzyć.

Jestem absolutnie złakniona kontynuacji „Liny”. Jest jeszcze wiele rzeczy, z którymi Mikołaj i Nina muszą się zmierzyć. W szczególności interesują mnie ich następne wyprawy, ale drugą sprawą jest to, że prywatne demony tych młodych ludzi nie zostały do końca przegnane. I bardzo bym chciała przeczytać o walce, jaką z nimi stoczą.

Autorka: Sara Antczak

Tytuł: „Lina”

Wydawnictwo: Kobiece

Rok wydania: 2021

Okładka: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 285

Ocena końcowa: 4/5

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Aga Naplocha – UX-owa zupa instant, czyli przewodnik po UX

E-book autorstwa Agi Naplochy szybko zwrócił moją uwagę. Bo śliczna okładka ociekająca tym „ładnym” odcieniem różu, bo tematyka związana z zawodem, w którym pracuję, bo o projektowaniu doświadczeń warto poczytać, rozwijając swoją karierę w agencji tworzącej aplikacje i strony (albo celując we własną działalność i jednoosobowe studio projektowe). „UX-owa zupa instant” nie należy do najtańszych lektur – jak większość branżowych książek – jednak informacja o 8-letnim doświadczeniu Agi Naplochy podpowiedziała mi, że będę mieć do czynienia z wiedzą osoby, która wzięła udział w niejednym projekcie, a przejrzenie jej mediów społecznościowych ostatecznie przekonało mnie do dokonania zakupu. Okazało się również, że autorka prześwietnie wyjaśnia przeróżne zagadnienia , pozwalając sobie na odrobinę poczucia humoru, ale nie pieści się z odbiorcą jak z jajkiem i nie mówi do niego jak do kogoś, kto pierwszy raz w życiu spotyka się z pojęciem UX. Lektura jest przyjemna i przystępna. Pewne proste zabi...

Delia Owens – Gdzie śpiewają raki

Kya, główna bohaterka powieści „Gdzie śpiewają raki”, to niezwykła i niezwykle nieszczęśliwa dziewczynka. Małą mieszkankę podmokłych, położonych nad oceanem terenów Karoliny Północnej opuściła cała rodzina. Najpierw odeszła matka. Następnie, jedno po drugim, z biednego domu wyniosło się starsze rodzeństwo Kyi. Dziecku pozostał tylko przemocowy ojciec, ale po paru miesiącach, gdy kilkulatce zaczęło się wydawać, że rodzic traktuje ją lepiej, z uczuciem, także i on znikł i już nigdy nie wrócił. Osamotniona Kya, aby przetrwać, zbiera i sprzedaje małże, a za zarobione pieniądze kupuje produkty pierwszej potrzeby. Dziewczynka, pomimo bardzo młodego wieku, jest sprytna i zaradna, ale również płochliwa niczym sarna i zawsze ukrywa się w zaroślach, gdy sądzi, że grozi jej niebezpieczeństwo ze strony obcych ludzi. Okładka książki (przód) Życie w samotności to jedno, ale życie w strachu to coś całkiem innego. Opowieść o niełatwym życiu Kyi przecinają krótkie rozdziały dotyczące zagadkowej śmierci...

Jason Schreier – Krew, pot i piksele. Chwalebne i niepokojące opowieści o tym, jak robi się gry

Być może w jakiejś alternatywnej rzeczywistości książka „Krew, pot i piksele” zainspirowałaby mnie do rzucenia wszystkiego na rzecz tworzenia gier, jednak w tym świecie co najwyżej skłania do wykazania się większą wyrozumiałością, kiedy premiera produkcji, na którą czekam, zostanie przełożona. Przychodzi mi na myśl, że miłość do poszczególnych tytułów trudno jest skonfrontować z wiedzą o tym, jak ciężka i długotrwała praca się za nimi kryje. Dopracowywanie detali kosztem prywatnego życia brzmi… no cóż, brzmi koszmarnie smutno. Oczywiście w zbiorze tekstów Jasona Schreiera beznadzieja przeplata się z licznymi sukcesami i inspirującymi opowieściami o pasji, więc to nie tak, że branża gier została przez niego przedstawiona wyłącznie w złym świetle. okładka książki (przód, tył i grzbiet) Autor zdecydował się na napisanie książki po kilku latach pracy jako redaktor serwisu informacyjnego Kotaku i zgłębianiu zjawiska o nazwie crunch. Wycieńczające nadgodziny towarzyszące tygodniom poprzedzaj...