Po lekturze „Nocnych godzin” i „Wakacji pod morzem” sięgałam po „Muchomory w cukrze” z obawą, że będzie to kolejna powieść Marty Bijan, której zakończenie pozostawi mnie bez większej satysfakcji. Jakież było moje zdziwienie, że tak się nie stało. Pierwsze sygnały ostrzegawcze przygotowały mnie na coś bardzo mrocznego – w mojej głowie rodziły się rozmaite scenariusze, niektóre w jakimś ułamku zbliżone do tego, co zaserwowała autorka. Długo mydliła moje oczy atmosferą beztroskich wakacji szóstki przyjaciół, którą kupiłam całkowicie i niemal bezkrytycznie. okładka książki (przód) W naszej kuli zamiast śniegu padałby deszcz, a zamiast bożonarodzeniowej chatki z piernika byłby otoczony lasem Domek z Drewna i Szkła. Główną bohaterką „Muchomorów w cukrze” jest 18-letnia Fio. Wraz z paczką najbliższych znajomych zdała maturę i złożyła papiery na studia. Przed nimi ostatnie wspólne l...
Leo ma szesnaście lat, starszego brata Roberta, mamę w klinice dla osób w śpiączce i nadzwyczajne ciągoty do soli. Słone kryształki, które szybko rozpuszczają się na języku, przynoszą jej ulgę w nerwowych sytuacjach. Ale morze też jest słone. Gdy Leo wychodzi z wody, niepostrzeżenie muska językiem mokre ramiona, udając, że tylko odpoczywa na piasku. To, że akurat tego lata znalazła się nad Bałtykiem, nie jest przypadkiem – uczący się w technikum hotelarskim Robert otrzymał propozycję odbycia letnich praktyk w hotelu „Bursztyn” należącym do rodziny swojego dawnego przyjaciela. Filip wyłowił ogłoszenie chłopaka na branżowej grupie i skorzystał z okazji, żeby wznowić kontakt zarówno z Robertem, jak i z Leo. Nastolatka pewnie nie pojechałaby, gdyby mama nie spała, gdyby mieli tatę, gdyby Robert nie był jej tymczasowym opiekunem prawnym... Jednak odbywa tę podróż i planuje spędzić następne tygodnie, czerpiąc całymi garściami z towarzystwa morza, którego dawno...