Leo ma szesnaście lat, starszego brata Roberta, mamę w klinice dla osób w śpiączce i nadzwyczajne ciągoty do soli. Słone kryształki, które szybko rozpuszczają się na języku, przynoszą jej ulgę w nerwowych sytuacjach. Ale morze też jest słone. Gdy Leo wychodzi z wody, niepostrzeżenie muska językiem mokre ramiona, udając, że tylko odpoczywa na piasku. To, że akurat tego lata znalazła się nad Bałtykiem, nie jest przypadkiem – uczący się w technikum hotelarskim Robert otrzymał propozycję odbycia letnich praktyk w hotelu „Bursztyn” należącym do rodziny swojego dawnego przyjaciela. Filip wyłowił ogłoszenie chłopaka na branżowej grupie i skorzystał z okazji, żeby wznowić kontakt zarówno z Robertem, jak i z Leo. Nastolatka pewnie nie pojechałaby, gdyby mama nie spała, gdyby mieli tatę, gdyby Robert nie był jej tymczasowym opiekunem prawnym... Jednak odbywa tę podróż i planuje spędzić następne tygodnie, czerpiąc całymi garściami z towarzystwa morza, którego dawno nie widziała.
![]() |
| Okładka książki (przód) |
Zawsze najbardziej lubiłam tę porę, gdy wszyscy spali. Czułam się wtedy, jakbym wyszarpnęła fragment nocy tylko dla siebie. Nie bałam się samotności, ciszy, ciemności.
To mogłaby być leniwa i pełna słońca obyczajowa opowieść o młodych ludziach odnawiających przyjaźń po tym, jak ich rodzice zakończyli znajomość w nagłych okolicznościach, krzywdząc przy tym trójkę nieświadomych niczego dzieci. I przez pierwszą część powieści rzeczywiście tak jest – Leo dogryza śmiałemu Filipowi, Filip okazuje Leo zainteresowanie wykraczające poza koleżeńskość, a Robert przykłada się do pracy i poznaje dziewczynę, z którą łączy go wiele zainteresowań. Leo dość szybko dołącza do zespołu pracowników i zaczyna pomagać bratu w sprzątaniu pokojów, co jest poprzedzone udaną sceną szkolenia pod okiem menadżerki hotelu – Robert chłonie zasady, Leo przytakuje i jest pewna, że nie zapamięta większości rzeczy wypowiadanych przez Annę.
Jednocześnie wokół Leo zaczynają dziać się dziwne rzeczy, działające na bohaterkę niczym krótkie uszczypnięcia, o których szybko się zapomina. Nieczynna winda działa w losowych momentach, starsza pani z szóstego piętra wręcza jej dwudziestozłotowy banknot z ostrzeżeniem, a później wysyła młodej stażystce sprzeczne sygnały: raz zachowuje się sympatycznie, innym razem zbywa ją z kwaśną miną. Od nowej koleżanki Leo dowiaduje się, że odbyła z nią jakąś rozmowę, której Leo zupełnie nie pamięta. I jeszcze jest Filip opowiadający straszne historie o hotelu, o którym od dawna krążą pogłoski, że jest nawiedzony. Dla Leo na pewno jest on niemodny i niekonsekwentnie urządzony, ale przynajmniej ma tam własny pokój. Pokój 307 na trzecim z siedmiu pięter „Bursztynu”.
Granica między rzeczywistością a czymś niewytłumaczalnym zaczyna się zacierać, a Leo, niegdyś sceptycznej, zaczyna zależeć przede wszystkim na dotarciu do sedna sprawy. Autorka sprawnie podsuwa i łączy tropy, miarowo budując przy tym napięcie i dając czytelnikowi odpowiednio dużo czasu na poznanie trójki głównych bohaterów. Leo, Filip, a nawet łagodny Robert – wszyscy nie tyle co przechodzą metamorfozy, co odkrywają przed odbiorcą swe różne oblicza. Jeżeli na początku mogą wydawać się nieco sztampowi, późniejsze wydarzenia i liczne rozmowy udowadniają, że są to dobrze skonstruowane nastoletnie postacie.
Jeśli chodzi o nadnaturalny wątek, owiany tajemnicami „Bursztyn” i przeniesienie nadmorskiego klimatu na karty powieści, jest dobrze, a bywa nawet doskonale. Wyobrażenie sobie tej miejscowości i nietypowego hotelu graniczącego z plażą, niemal wpitego w piach, nie sprawia większego problemu. Wszystkie wieczorne sceny przynosiły chłód na skórze, a upalne południa – wspomnienie rozgrzanego piasku parzącego stopy. Jednak w kwestii tej straszniejszej natury powieści można odnieść wrażenie, że autorka starała się wytłumaczyć i przekazać wręcz za dużo, zwłaszcza podczas konfrontacji Leo z właścicielem „Bursztynu”, a wcześniej za pośrednictwem pamiętnika innej kluczowej postaci. Choć Leo musiała przyjąć dużo wiedzy i przetrawić wiele informacji, jedno i drugie – konfrontacja i pamiętnik – mogły zostać okrojone o przynajmniej połowę celem zachowania lekkości i pozostawienia czytelnika z małym niedosytem.
Nie obyło się bez zgrzytów. Zaskoczyła mnie ilość literówek, ale bardziej doskwierające okazały się błędy logiczne, jakby autorka czasem zapominała o szczegółach zapisanych parę stron wcześniej. Przykładowo raz Leo przygotowuje się do spędzenia swojego wolnego dnia na plaży, a rankiem oświadcza, że musi się zabierać za sprzątanie pokoi. Pojawił się też błąd w liczbie gości związanych z niepokojącą opowieścią o „Bursztynie” – według Filipa przyjechało sześciu panów, pewnej nocy coś złego stało się jednemu z nich, drugi został w pokoju, a pozostali wyszli z ojcem Filipa przed hotel w sześcioosobowej – zamiast pięcioosobowej – grupie. Tego typu drobnostek jest więcej – trochę mieszają w głowie i każą cofać się w lekturze, pomimo że całościowo oceniam ją dobrze i mam w planach przeczytanie kolejnej książki Marty Bijan.
Autorka: Marta Bijan
Tytuł: „Wakacje pod morzem”
Wydawnictwo: Young
Rok wydania: 2024
Okładka: miękka, edycja z malowanymi brzegami
Liczba stron: 392
Ocena końcowa: 3.5/5


Komentarze
Prześlij komentarz